Rockowe zespoły podpisują kontrakty płytowe, koncertowe i merchandisingowe. Rzadziej myśli się o tym, że podpisują też umowy licencyjne na automaty do gry. A jednak Guns N' Roses, Motörhead i Jimi Hendrix mają swoje własne sloty. Naprawdę.
Trzy zespoły, jedna seria, mnóstwo decybeli
Szwedzki producent gier NetEnt wypuścił swoją serię Rocks w połowie lat dziesiątych. Pierwszy był Jimi Hendrix, potem Guns N' Roses w styczniu 2016 roku, na końcu Motörhead, wydany krótko po śmierci Lemmy'ego Kilmistera jako coś w rodzaju hołdu. Trzy różne brzmienia, trzy różne epoki rocka, jeden wspólny mianownik: to nie są podróbki z gitarową grafiką, tylko w pełni licencjonowane gry z oryginalnymi nagraniami zespołów w tle. Kto zresztą szuka dziś solidnej, legalnej platformy do gry, ten i tak trafi prędzej czy później na stronę poświęconą temu, jak wyglądają legalne kasyna w Polsce, bo licencja i uczciwe RTP liczą się tu równie mocno co sama muzyka. Guns N' Roses ma pięć bębnów, dwadzieścia linii wygrywających i można wybrać jeden z pięciu utworów zespołu z menu Set List, od Welcome to the Jungle po November Rain. Motörhead poszedł w drugą stronę: siedemdziesiąt sześć linii, mniejsze wygrane, za to częściej. Kwestia gustu, jak przy każdej płycie zresztą.
Ciekawostka, która rzadko wypływa przy okazji tych gier: to nie był przypadek ani pomysł jakiegoś marketingowca z NetEnt, który akurat słuchał radia. Rock i hazard mają ze sobą dłuższą historię, niż mogłoby się wydawać.
Lemmy i jednoręki bandyta, czyli skąd się to w ogóle wzięło
Lemmy Kilmister, wokalista Motörhead, jeździł w trasy koncertowe z własnym automatem do gry w garderobie. Dosłownie własnym, kupionym, przewożonym z miasta do miasta. Niektóre źródła twierdzą nawet, że przydomek Lemmy wziął się od jego zwyczaju proszenia kolegów z zespołu o "lend me a quid", czyli pożycz mi funta, akurat na te automaty. Legenda czy nie, pasuje.
W 2012 roku w rozmowie z magazynem Spin Lemmy powiedział wprost: "I don't trust anything that has people involved. I'd rather mess with a machine." Nieufność do ludzi, zaufanie do maszyny. Trudno o bardziej szczery komentarz do tego, dlaczego ktoś w ogóle siada do slotu zamiast do stołu z krupierem.
Rock napisał zresztą o hazardzie sporo tekstów, nie tylko Motörhead. Kilka przykładów, które każdy fan rozpozna od razu:
- Motörhead, "Ace of Spades": refren o tym, że wygrana i przegrana są sobie równe, liczy się sama gra
- Kenny Rogers, "The Gambler": country, nie rock, ale jeden z najczęściej cytowanych utworów o hazardzie w ogóle
- The Animals, "House of the Rising Sun": mniej dosłownie o kartach, bardziej o cieniu, jaki hazard rzuca na życie
Ace of Spades zresztą wygrało w 2019 roku plebiscyt PokerStars na najlepszą piosenkę hazardową w historii, po ankiecie wśród tysiąca europejskich użytkowników serwisu. Nieźle jak na kawałek z 1980 roku.

Dlaczego zespoły w ogóle się na to godzą
Licencjonowanie muzyki pod slot to nie jest drobna sprawa prawna podpisana przy okazji. Menedżer ds. licencji w Global Merchandising Services, Gabbi Langdorf, komentowała premierę slotu Motörhead tak: "The Motorhead brand is synonymous with high-octane music and has one of the last real iconic logos in music." Marka jako marka, logo jako logo, niezależnie od tego, czy ktoś w ogóle słucha thrash metalu.
Dla wytwórni i spadkobierców praw autorskich to zwyczajnie kolejny kanał dystrybucji dochodu, obok winyli, koszulek i biletów na koncerty tribute bandów. Dla graczy to coś innego: szansa posłuchać oryginalnych nagrań w kontekście, którego twórcy piosenki raczej nie planowali. Trudno sobie wyobrazić Jimiego Hendrixa przewidującego bęben ze scatterami.
Poniżej krótkie zestawienie tego, czym różnią się trzy sloty z serii Rocks.
| Slot | Premiera | Układ bębnów | RTP |
| Jimi Hendrix | 2016 | 5 bębnów, 20 linii | około 96,9% |
| Guns N' Roses | styczeń 2016 | 5 bębnów, 20 linii | 96,98% |
| Motörhead | 2016 | 5 bębnów, 76 linii | 96,98% |
Trzy gry, bardzo zbliżone wyniki RTP, kompletnie inne tempo rozgrywki. Motörhead z siedemdziesięcioma sześcioma liniami daje więcej drobnych trafień, Guns N' Roses stawia na rzadsze, ale bardziej efektowne bonusy w stylu Legend Spins czy Crowd-Pleaser.
Nie tylko NetEnt i nie tylko rock
Warto dodać, że Guns N' Roses, Hendrix i Motörhead nie są jedynymi muzykami z własnym automatem. Megadeth wypuścił swój slot już w 2012 roku, z utworami takimi jak Symphony of Destruction w tle. Ozzy Osbourne, częściowo w żartobliwej, rodzinnej odsłonie, też się na reelach pojawił. Trend nie ograniczał się więc do jednego wydawcy ani jednej dekady.
Da się w tym zauważyć wzór. Zespoły z długą historią, rozpoznawalnym logo i lojalną bazą fanów sprawdzają się w tym formacie najlepiej. Nikt nie robi slotu z zespołem, który wydał jedną płytę i się rozpadł, bo licencja kosztuje, a zwrot z inwestycji musi się jakoś spiąć.
Można się zresztą spierać, czy to w ogóle dobry pomysł, przenosić energię koncertu rockowego na ekran automatu. Jedni gracze traktują to jako miły dodatek, drugim po prostu nie robi to różnicy, bo liczy się matematyka gry, nie playlista. I to też jest uczciwa odpowiedź.
Fani rocka, którzy trafią na taki slot przypadkiem, przeglądając ofertę gier, zwykle reagują tak samo: najpierw zdziwienie, że to w ogóle istnieje, potem ciekawość, jak brzmi ich ulubiony kawałek w tle bębnów. Reszta to już kwestia gustu i tego, czy w ogóle lubi się takie gry.

Co zostaje po hałasie
Ciekawe jest to, że żaden z tych sloty nie próbuje udawać czegoś innego niż jest. Nie ma tu fałszywej powagi ani udawania, że gra w automat to duchowe doświadczenie w rytmie riffu. Jest muzyka, są symbole z twarzami muzyków, jest matematyka gry w tle. Kropka.
Recenzenci bywają zresztą podzieleni. Część chwali Guns N' Roses za rozmach i bonusy, część uważa Motörhead za zbyt zachowawczy jak na zespół, który uosabiał wszystko, co głośne i bezkompromisowe. Jeden z recenzentów portalu BigWinBoard ujął to tak: gra ma swoje momenty, ale nie do końca oddaje charakter zespołu, który ją inspirował. Można się z tym zgadzać albo nie, w końcu gust muzyczny rzadko idzie w parze z gustem do mechanik bonusowych.
Tak czy inaczej, seria Rocks pokazała coś, co przetrwało dłużej niż sama moda na branded sloty z połowy poprzedniej dekady: markowa otoczka bez solidnej gry pod spodem nic nie znaczy. Ci sami gracze, którzy włączają slot dla nazwy zespołu, zostają przy nim albo odchodzą przez zupełnie inne powody, RTP, tempo wygranych, ogólne wrażenie z rozgrywki. Riff sam w sobie nikogo długo nie zatrzyma przy ekranie.